
Jakże cudowna jest głębia Twoich słów! Patrzymy na ich powierzchnię, która się do nas, jak do dzieci uśmiecha. Lecz pod nią, Boże mój, jakże cudowna głębia! Lęk ogarnia gdy wejrzy się w nią, cześć pełna lęku, miłość pełna drżenia... Św. Augustyn
Zanim zaczniesz czytać
24 kwietnia 2011
Życzenia

11 kwietnia 2011
Świadectwo Marioli
Święta Wielkanocne tuż, tuż. Uczestnicząc w liturgicznym przejściu Jezusa przez śmierć do życia, doświadczamy także swojej życiowej Paschy, której termin i czas trwania nie zawsze pokrywa się z liturgią. Jednak dopiero w świetle Paschy Jezusa widzimy sens naszej życiowej drogi. I o tym jest dzisiejszy tekst - świadectwo.
Albowiem tak mówi Pan Bóg, Święty Izraela:
„W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie,
w ciszy i ufności leży wasza siła.
Ale wyście tego nie chcieli. Lecz Pan czeka,
by wam okazać łaskę, i dlatego stoi,
by się zlitować nad wami,
bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem.
Szczęśliwi wszyscy,
którzy w Nim ufają!” (Iz 30, 15. 18)
W tegorocznym Wielkim Poście dane mi było uczestniczyć w rekolekcjach Lectio Divina. Gdy kilka miesięcy temu zapisywałam się na nie, nie pamiętałam, że termin rekolekcji przypada dokładnie w rocznicę tego dnia, gdy dowiedziałam się, że jestem chora na nowotwór. Bóg w tym czasie wyprowadził mnie na pustynię, aby „przemówić do mojego serca”. Oz 2, 16. Od początku rekolekcji nie miałam wątpliwości, że choć to ja wybrałam termin, zapisałam się i przyjechałam, ale to Bóg przygotował wszystko.
Pierwszy etap rekolekcji opary jest na Ewangelii według św. Marka. Adresatami tej Ewangelii są ci, którzy dopiero wchodzili na drogę wiary. Dziś powiedzielibyśmy katechumeni przygotowujący się do wyznania wiary i przyjęcia chrztu. Kolejny raz w swoim życiu musiałam się zapytać sama siebie, czy wierzę w Jezusa Syna Bożego i Mesjasza i czy chcę dalej za Nim kroczyć, czy chcę, jak uczniowie, związać z Nim swoje życie?
W rekolekcyjnej ciszy i w Bożej obecności mogłam zobaczyć prawdziwy stan mojej wiary i stan mojego serca. Musiałam uznać, że mimo iż wydawało mi się, że jestem blisko Jezusa, sercem bardzo się oddaliłam. Choroba jak i niektóre wcześniejsze wydarzenia z mojego życia stały się szczeliną, przez którą zły duch zaczął kropla po kropli sączyć jad nieufności wobec dobroci Boga względem mnie. Zatruwał moje myśli i moje serce niedowierzaniem.
Sama nie zauważyłam kiedy mój lament i żal przed Bogiem, który jest czymś naturalnym, stał się raczej wołaniem buntu i złości. Mimo iż mój stan fizyczny jest coraz lepszy przestałam dostrzegać w tym Boże działanie i łaskę. Nawet mówiłam Bogu; „Tak wielu ludzi mi pomaga, a TY?” Czułam, że pomimo mojego zaangażowania w różne dzieła Boże moja osobista relacja z Jezusem nie tylko ostygła a wręcz stała się oziębła. Wszystko było ważniejsze niż spotkanie z Nim na modlitwie. W czasie rekolekcji mogłam jasno zobaczyć jak dałam się podejść Złemu, ale też od pierwszej modlitwy doświadczałam bliskości Jezusa, któremu bardzo zależało, abym już przejrzała. Naprawdę to On pierwszy zatęsknił za mną. Prawda, którą mi pokazał była wyzwalająca. Zobaczyłam siebie w gronie uczniów, którzy deklarowali, że będą przy Nim zawsze, ale nie wytrzymali próby i wszyscy odeszli. Mimo ich niewierności, Jezus dalej im ufa, nie cofa swojego wybrania. I tak jak w ich życiu następował przełom wiary, tak i ja ufam, że ten czas był dla mnie przełomem. Uczniowie nie mogli zrozumieć drogi Jezusa przez cierpienie i krzyż. Ja nie wiem czy swoją do końca rozumiem, ale ufam , że idąc z Jezusem nawet w ciemnościach grobu można usłyszeć wieść o zmartwychwstaniu. Droga ucznia jest drogą za Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym Panem. Dziś dziękuję Jezusowi za nową nadzieję. Za to, że nawet jeśli czas Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty trwa cały rok to ZAWSZE nadejdzie poranek Zmartwychwstania. Chociaż do świat wielkanocnych jeszcze kilkanaście dni, to w moim sercu dokonała się kolejna Pascha, kolejne przejście Pana.
Mariola
21 marca 2011
„Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Mt 16, 21)
Jeszcze brzmią w uszach apostołów słowa św. Piotra wyznającego : „Ty jesteś Mesjasz”, a Jezus zapowiada coś zupełnie niezrozumiałego - odrzucenie, mękę i nawet śmierć. Jak wielki kontrast! Dopiero co uniesienie, duchowe objawienie: „Tak to jest Ten na którego czekaliśmy tyle lat”. Budząca się nadzieja: „Skoro przyszedł Mesjasz, nareszcie wszystko się odmieni, nasz los będzie lepszy, Bóg wypełnia swoje obietnice”. Wypowiedź Jezusa wydaje się im nie tylko nie do pojęcia ale i nie do przyjęcia. To musiało się nie mieścić w żadnych ludzkich wyobrażeniach związanych z Mesjaszem, bo św. Piotr zdobywa się na upomnienie Mistrza.
„A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki»” (Mt 16, 22-23)
Piotr, który dopiero co został pochwalony, teraz zostaje publicznie zganiony. Słyszy „nie myślisz na sposób Boży, lecz ludzki”
Czy my współcześni uczniowie Jezusa, chociaż wiemy jak zbawienna była męka, śmierć i że po niej nastał poranek zmartwychwstania, nie sprzeciwiamy się jak św. Piotr takiej wizji Mesjasza?
Czyż „nasz Mesjasz” nie powinien władać z mocą, chronić nas przed złem i problemami, układać wszystkiego po naszej myśli, skoro jest Synem Bożym?
Ile razy dajemy się zwieść takiej pokusie wyobrażenia o Bogu i Jego działaniu? Szatan nieustannie próbuje nam podsunąć pokusę sprawdzania Boga- czy się zatroszczy o mnie, czy pośle swoich aniołów by mnie ratować? (por. Mt 4, 6-7). A kiedy przydarzają nam się trudności zaczynamy wątpić w Jego dobroć, potęgę i moc.
Kolejny Wielki Post w naszym życiu może być czasem nawrócenia z myślenia tylko po ludzku na myślenie bardziej po Bożemu.
Czy chcę być z Jezusem, który objawia swoją potęgę przez znaki i cuda, ale jednocześnie jest pierwszym który służy, godzi się na cierpienie, odrzucenie i śmierć? Czy chcę wytrwać przy takim Mesjaszu, który wisi na krzyżu, czy akceptuję Jego sposób władania?
Jezu w świętym czasie Wielkiego Postu naucz mnie myśleć na sposób Boży.
Chce trwać przy Tobie, gdy dobrowolnie gotujesz się na mękę i śmierć.
Chcę w Tobie ukrzyżowany Panie wyznawać: „Ty jesteś Mesjasz”.
Chcę wytrwać w różnych moich przeciwnościach i nie zwątpić,
że doprowadzisz mnie do poranka zmartwychwstania.
Amen
02 marca 2011
„Nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16, 17)
Wielu ludzi widziało Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia. Ale każdy widział inaczej. Jedni widzieli w nim „proroka” (Mt 16, 14), inni „żarłoka i pijaka” (Łk 7,24), wichrzyciela (Łk 23,5), a nawet wariata (Mk 3, 21). Tyle może wymyślić człowiek o własnych siłach. Próbuje na podstawie tego, co widzi wysnuć jakieś mniej lub bardziej trafne wnioski. Ale to jest tylko ludzkie myślenie. Niestety, dla wielu jest to jedyny sposób poznawania rzeczywistości. Sądzą, że prawda to jest to, co oni potrafią sami wymyślić. Jakże bardzo się mylą!
Prawda jest owocem poddania się łasce. Ona sama jest łaską, światłem, które daje nam Bóg. Szymon Piotr doświadczył tego osobiście. On prosty rybak, który często bez zastanowienia mówi i robił różne (nie zawsze mądre) rzeczy, na pytanie Jezusa: „Za kogo mnie uważasz?”, oświadcza: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt, 16,16). Można by powiedzieć: trafił w dziesiątkę! Poznał prawdę. Ale nie był to owoc jego ludzkiej mądrości, ale łaska, dlatego Jezus powiedział mu: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16,17). Innymi słowy: „Szczęściarz z ciebie Szymonie. Otrzymałeś łaskę zobaczenia prawdy! Sam byś tego nie wymyślił”.
A czy ty należysz do grona tych szczęściarzy?
Co widzisz?
Wzrok wiary, który daje poznanie prawdy jest łaską. Dlatego prośmy Ojca:
Ojcze, otwórz moje oczy, bym mógł poznać prawdę.
Chcę umieć zauważać obecność Jezusa i umieć rozpoznać w Nim mojego Pana i Zbawiciela.
Chcę widzieć innych ludzi, samego siebie i wszystkie rzeczy w prawdzie.
Takimi jakimi je stworzyłeś i takimi, jakimi Ty sam je widzisz.
Amen
22 lutego 2011
Co widzisz?
„Co widzisz, Jeremiaszu?” (Jr 1,11).
Takie pytanie Bóg zadaje Jeremiaszowi. Wydaje się ono banalne, a odpowiedź prosta. Jeremiasz ma przed sobą drzewo migdałowe, więc mówi: „Widzę gałązkę drzewa czuwającego” (to hebrajska nazwa migdałowca). Ale Bóg chce pokazać mu coś więcej. „Dobrze widzisz, bo czuwam nad moim słowem, by je wypełnić” mówi Pan (Jr 1, 12). Ta gałązka jest znakiem. Za nią ukrywa się głębsza rzeczywistość. A raczej ukrywa się Ktoś.
A co ty widzisz?
Takie pytanie Bóg stawia dziś mnie i tobie. Widzę osoby, przedmioty, wydarzenia… Ale czy „dobrze widzę”? Czy umiem zauważyć we wszystkim znak Boga? Czy umiem odczytać te znaki?
Nie jest to proste, ani oczywiste. Porażki zdarzały się nawet apostołom. Kiedy raz płynęli łodzią, Jezus mówił o kwasie. Tylko, że Jezus mówił o „kwasie faryzeuszów”, a oni o zakwasie, z którego robi się chleb i zrozumieli tylko tyle: „O ja cie, nie mamy chleba!” (wolne tłumaczenie Biblii J por. Mk 8, 14-21). Jak się człowiek zakręci tylko wokół spraw materialnych, to może stracić z oczu rzeczy istotne. A kiedy nie widzi tych istotnych, źle także postrzega te doczesne. Apostołowie zapatrzeni w brak chleba zapomnieli, że jest obok nich Ktoś, kto czuwa na nimi. A przecież widzieli wcześniej jak On rozmnaża chleb dla tysięcy.
No właśnie, widzieli czy nie widzieli? „Mają oczy a nie widzą” to jest problem ich i nasz. Dlatego każdemu z nas potrzebna jest „kuracja okulistyczna”. Jej opis znajdziemy w Ewangelii według św. Marka 8, 22-26:
„Przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: Czy widzisz co? A gdy przejrzał, powiedział: Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa. Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał /on/ zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie. Jezus odesłał go do domu ze słowami: Tylko do wsi nie wstępuj”
Módlmy się zatem.
Jezu, Ty jesteś Światłem, zaś ja chodzę w ciemnościach. Weź mnie za rękę i poprowadź. Dotknij moich oczu i uwolnij od ślepoty. Spraw bym mógł zobaczyć Ciebie, samego siebie, innych ludzi i cały świat w prawdzie. Tak jak Ty widzisz. Uwolnij mnie od wszelkiego fałszu w postrzeganiu innych. Nie chcę widzieć „ludzi niby drzewa”. Spraw, bym nigdy nie traktował ludzi jak przedmiotów. Chcę widzieć jasno i wyraźnie. Amen.