19 listopada 2010

Świątynia Boga

„Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?

Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg.

Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”

1Kor 3, 17

 

 Święty Paweł przypomina jak wielkimi jesteśmy w oczach Boga. Przez Swego Ducha uczynił nas swoją świątynią. Bóg zapragnął aż takiej bliskości z nami! Jest obecny w nas!

 

Piękny dar a jednocześnie piękne i wielkie wezwanie dla nas. „Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście”.

 

Gdy Jezus wszedł do świątyni Jerozolimskiej nie był w stanie znieść tego, co tam zobaczył. „W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie” (J  2,14).  Ostro zareagował: ”Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: "Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!" (J 2, 15-16).

 

Jeżeli Jezus taką gorliwością zapłonął o świętość Domu Bożego, to jak bardzo musi Mu zależeć na świątyni, którą ja jestem? Jezus nie może się zgodzić na to, by moje serce stało się „targowiskiem” czy „jaskinią zbójców”.

 

Gdy zaśmiecam świątynię mojego serca, Jezus chce temu przeciwdziałać. Chce ją oczyścić. Jednak muszę Mu na to pozwolić.

 

To może trochę zaboleć. Kupcom na pewno nie było w smak, że zniszczyła się ich własność. Wiele rzeczy, spraw wydaje się wartościowymi, ważnymi. Jednak może warto zaryzykować taki mały remanent:

W myślach przejrzyj swoje „skarby” i pokaż je Jezusowi. Popatrz Mu w oczy i postaraj się usłyszeć, o którym z nich mówi: „Weź to stąd i nie rób z domu mego Ojca targowiska”.

09 listopada 2010

Księga Lamentacji 3

Dziś kolejny, ostani już tekst poświecony tajemnicy cierpienia. Nie jest to temat łatwy, jednak trzeba go podejmować

„Kiedy wzywałem, Panie, Twego Imienia

z głębokiego dołu

usłyszałeś mój głos „Nie zamykaj Twego ucha

na moje błagalne wzdychanie!

Zbliżyłeś się w dniu mego wołania,

rzekłeś: „Nie bój się niczego!”

Lm 3, 55-57

Momenty kryzysu, trudne doświadczenia, zmaganie się z kłopotami są wpisane w naszą ludzka egzystencję. Nie da się od nich uciec, nie ma na nie szczepionki ochronnej, nie pomoże najlepsza polisa na życie. Tym jednak, co może nam dać siłę jest Słowo Boże.

Rozdział 3 Księgi Lamentacji mówi o zmaganiu się proroka z przeciwnościami losu. Spróbujmy zgłębić ten tekst pełen skargi, ale i wiary i nadziei w Bożą obecność. Pomocą w rozważaniu Słowa Bożego niech będzie fragment zaczerpnięty z książki Maxa Lucado „Potwór w szafie. Jak jutro bać się mniej niż dzisiaj”. W książce tej autor utożsamia cierpiącego proroka z prorokiem Jeremiaszem. Opisuje ten rozdział tak:

„Jeremiasz był w stanie depresji, obolały… Jerozolima była oblężona, jego naród rozproszony. Jego świat runął jak zamek z piasku w czasie burzy. Obwiniał Boga za ten stan. (por. Lm 3,4). Jego ciało było wielkim bólem. Jego serce było chore, Jego wiara nadwyrężona (por. Lm 3,5). Jeremiasz czuł się złapany w potrzask jak w ślepej uliczce (por. Lm 3,7- 9). Mógł opisać dokładnie wysokość fali życiowej burzy i siłę wiatru. Ale nagle uświadomił sobie, jak szybko pogrąża się w toni. I odwrócił swój wzrok od burzy: Biorę to sobie do serca…(por. Lm 3, 21–24). Biorę to sobie do serca… Złamany Jeremiasz odmienia swoje myśli, odwraca swoją uwagę od złych myśli. Odwraca swój wzrok od huczących fal i spogląda na wielkie dzieła Boże. I recytuje kwintet Bożych obietnic.

1. Wierna miłość Boga nigdy się nie kończy.

2. Jego miłosierdzie trwa na wieki.

3. Jego miłość odnawia się co rano.

4. Wielka jest Jego wierność.

5. Pan jest moim dziedzictwem.

Sztorm wcale nie przeminął, ale lęki Jeremiasza znikają. Podobnie jest ze św. Piotrem (por. Mt 14, 30 – 32). Burza nie jest czymś co się wybiera, ale strach tak. Bóg jest Panem każdej burzy. Boisz się swojej? Zwróć oczy ku Niemu”. („Potwór w szafie”, ss.70-71)

Nie możemy ominąć burz i życiowych sztormów, ale mamy do Kogo wołać i na Kogo liczyć: „Pomoc nasza w Imieniu Pana, który stworzył niebo i ziemię”

Księga Lamentacji

rozdział 3


1. Jam człowiek, co zaznał boleści pod rózgą Jego gniewu;

2. On mnie prowadził, iść kazał w ciemnościach, a nie w świetle,

3. przeciwko mnie jednemu cały dzień zwracał swą rękę.

4. Zniszczył me ciało i skórę, połamał moje kości,

5. osaczył mnie i nagromadził wokół jadu i goryczy;

6. ciemność mi dał na mieszkanie, tak jak umarłym na wieki.

7. Opasał mnie murem, nie wyjdę, obciążył moje kajdany.

8. Nawet gdy krzyczę i wołam, On tłumi moje błaganie;

9. głazami zagrodził mi drogi, a ścieżki moje poplątał.

10. On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce;

11. sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy;

12. łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały.

13. Sprawił, że tkwią w moich nerkach strzały Jego kołczanu;

14. drwią ze mnie wszystkie narody: jam stale treścią ich pieśni,

15. On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił.

16. Starł mi zęby na żwirze, pogrążył mnie w popiół.

17. Pozbawiłeś mą duszę spokoju, zapomniałem o szczęściu.

18. I rzekłem: Przepadła moc moja i ufność moja do Pana.

19. Wspomnienie udręki i nędzy - to piołun i trucizna;

20. stale je wspomina, rozważa we mnie dusza.

21. Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam:

22. Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła.

23. Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność.

24. Działem mym Pan - mówi moja dusza, dlatego czekam na Niego.

25. Dobry jest Pan dla ufnych, dla duszy, która Go szuka.

26. Dobrze jest czekać w milczeniu ratunku od Pana.

27. Dobrze dla męża, gdy dźwiga jarzmo w swojej młodości.

28. Niech siedzi samotny w milczeniu, gdy On na niego je włożył.

29. Niech usta pogrąży w prochu! A może jest jeszcze nadzieja?

30. Bijącemu niech nadstawi policzek, niechaj nasyci się hańbą!

31. Bo nie jest zamiarem Pana odtrącić na wieki.

32. Gdyż jeśli uniży, ma litość w dobroci swej niezmiernej;

33. niechętnie przecież poniża i uciska synów ludzkich.

34. Gdy pod nogami się depcze wszystkich jeńców kraju -

35. gdy prawa ludzkie się łamie w obliczu Najwyższego,

36. gdy gnębi się w sądzie człowieka - czyż Pan tego nie dostrzega?

37. Któż rzekł i stało się, gdy Pan tego nie nakazał?

38. Czyż nie pochodzi z ust Najwyższego i niedola, i szczęście?

39. Czemu się skarży człowiek żyjący? Mąż - na [karę za] grzechy?

40. Rozważmy, oceńmy swe drogi, powróćmy do Pana;

41. wraz z dłońmi wznieśmy i serca do Boga w niebiosach;

42. myśmy grzesznicy - odstępcy: A Ty nie przebaczyłeś.

43. Odziałeś się w gniew, by nas ścigać, zabijałeś, nie miałeś litości.

44. Ukryłeś się za obłokiem, by prośba nie doszła.

45. Uczyniłeś z nas śmieci, plugastwo pomiędzy ludami.

46. Rozwarli na nas swe usta wszyscy nieprzyjaciele -

47. naszym działem trwoga i pułapka, ruina i zniszczenie.

48. Strumienie łez płyną mi z oczu nad zniszczeniem Córy mego ludu.

49. Nie ustaje w płaczu me oko, bo nie ma ulgi,

50. póki nie spojrzy i nie zobaczy Pan z niebios.

51. Oko me sprawia ból mojej duszy z powodu córek mojego miasta.

52. Łowili mnie stale jak ptaka - niesłusznie prześladujący;

53. w jamie chcieli mnie zniszczyć: rzucali na mnie kamienie;

54. wody wezbrały ponad moją głowę: rzekłem: Jestem zgubiony.

55. Wzywałem imienia Twego, o Panie, z przepastnej jamy,

56. słyszałeś mój krzyk: Nie zatykaj uszu na moją prośbę!

57. Zbliżyłeś się w dniu, gdy Cię wzywałem, rzekłeś - Nie bój się!

58. [Już kiedyś], Panie, obroniłeś mą sprawę, ocaliłeś mi życie;

59. Panie, Ty widzisz mą krzywdę, sprawę mą rozsądź!

60. Ty widzisz całą ich żądzę zemsty, wszystko, co przeciw mnie knują.

61. Ty słyszysz obelgi ich, Panie, wszystko, co przeciw mnie knują;

62. podstępne słowa mych wrogów, cały dzień godzą we mnie;

63. popatrz - czy siedzą, czy stoją, ja jestem treścią ich pieśni.

64. Oddaj im, Panie, zapłatę według uczynków ich rąk:

65. Ześlij ślepotę na ich serca i na nich Twoje przekleństwo!

66. Dopędź ich gniewem i wyniszcz spod niebios , o Panie!




07 października 2010

Świadectwo

Dziś publikujemy tekst, który jest bardzo osobistą refleksją Marioli nad Bożą Opatrznością w kontekście jej choroby nowotworowej. Jest to też okazja, by jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy towarzyszą Marioli modlitwą. W ich intencji zostanie odprawiona msza św. w Gliwicach w kościele św. Bartłomieja w poniedziałek 11 października.

„Ale teraz tak mówi Pan,

Stworzyciel twój Jakubie,

I Twórca twój i Izraelu

„Nie lękaj się bo Cie wykupiłem

Wezwałem cię po imieniu: tyś mój!

Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą

I gdy przez rzeki, nie zatopią cię” Iz 43, 1-2

To jedna z wielu obietnic objawiających dobroć i wierność Boga zawartych w Piśmie Świętym. Bóg nie ukrywa przed nam prawdy o trudnościach i przeciwnościach, które nas czekają. Nie pozostawia nas jednak wydanych na pastwę losu. Obiecuje, że we wszystkich okolicznościach życia będzie nam towarzyszył. Co więcej, wyraźnie mówi, że one nas „nie zatopią”. A więc nie mają do końca nad nami władzy, bo ma ją nasz Stworzyciel.

Gdy przechodzimy trudne doświadczenia mamy prawo pytać Boga: „dlaczego?”, choć najczęściej nie poznajemy odpowiedzi natychmiast, a czasem nie otrzymujemy jej w ogóle.

W ciągu miesięcy trwania mojej choroby postawiłam to pytanie już nieraz. Często w złości, żalu czy bezsilności. Mimo iż nie znam nadal na nie odpowiedzi, to jedno wiem: Bóg mnie z tym pytaniem i z wszystkimi moimi stanami emocjonalnymi przyjmuje. Jego dobroć, wierność i cierpliwość wtedy ani nigdy się nie kończy. Milczenie Boga nie oznacza Jego nieobecności lub obojętności. Mam takie głębokie przeświadczenie, że Bóg tak bardzo nam współczuje i cierpi z nami, że aż milknie, ale JEST PRZY NAS.

W czasie trwania mojej chemioterapii usilnie chciałam usłyszeć od Boga słowo zapewnienia, że mnie przez wszystko przeprowadzi. Często przypominałam Mu o Jego obietnicach. Modliłam się tekstami Biblii i czekałam na cud uzdrowienia.

Gdy przyszedł termin operacji i wiedziałam, że musze przez to przejść, wtedy Bóg bardzo konkretnie pokazał mi, że jest ze mną. Wszystkie okoliczności, które towarzyszyły mojej operacji mówiły mi o obecności Boga Jego trosce i opiece. Przeżyłam to trudne doświadczenie w wielkim pokoju serca.

Nasz Bóg jest Bogiem paradoksów i zawsze przychodzi na czas, choć nam wydaje się że za późno. Tylko On do końca nasz los zabezpiecza. Przecież jesteśmy „drodzy w Jego oczach” (Iz 43,4). Gdy rozszalała się burza na jeziorze, Jezus nie zareagował od razu. Dopiero usilne wołanie, wręcz krzyk apostołów sprawił, że jakby w ostatniej chwili ich uratował (por. Łk 8, 22-25).

Gdy cierpimy w różnoraki sposób wołajmy do naszego Stwórcy i Zbawcy:

„Lecz ja, o Panie, ślę moją modlitwę do Ciebie, w czasie łaskawości, o Boże; wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci, w zbawczej Twej wierności!. Wyrwij mnie z bagna, abym nie zatonął, wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą, i z wodnej głębiny! Niechaj mnie nurt wody nie porwie, niech nie pochłonie mnie głębia, niech otchłań nie zamknie nade mną swej paszczy! Wysłuchaj mnie, Panie, bo Twoja łaska pełna jest dobroci; wejrzyj na mnie w ogromie swego miłosierdzia! Nie kryj swego oblicza przed Twoim sługą; prędko mnie wysłuchaj, bo jestem w ucisku. Zbliż się do mnie i wybaw mnie; uwolnij mnie przez wzgląd na moich wrogów!” Ps 69

25 września 2010

Wody wielkie...

Dziś kolejny tekst, w którym próbujmy stanąć wobec trudnych pytań o Bożą dobroć w kontekście cierpienia. Ta pytania są zapewne bliskie każdemu z nas....

„Wybaw mnie, Boże, bo woda mi sięga po szyję. Ugrzęzłem w mule topieli i nie mam nigdzie oparcia, trafiłem na wodną głębinę i nurt wody mnie porywa”

(Ps 69, 2-3).


Chyba każdemu z nas zdarzyło się tak czuć. Tą wodą jest czasem jakieś cierpienie już nie do zniesienia, czasem poczucie grzeszności czy dręczące pokusy, czasem lęk, samotność czy inne uczucia, które wydają się już nie do wytrzymania. Taka sytuacja, gdy czujemy, że już dość. Że jeśli to potrwa jeszcze chwilę, to utoniemy…

Czujemy, że nie możemy sobie sami pomóc, więc modlimy się:
„Wyrwij mnie z bagna, abym nie zatonął, wybaw z wodnej głębiny! Niechaj mnie nurt wody nie porwie, niech nie pochłonie mnie głębia, niech otchłań nie zamknie nade mną swej paszczy! (PS 69, 15-16).

Jednak czasem Bóg zdaje się nie odpowiadać. „Zmęczyłem się krzykiem i ochrypło mi gardło, osłabły moje oczy, gdy czekam na Boga mojego” (Ps 69, 4). Milczy i spóźnia się, jakby nie widział, że doszliśmy już do granic wytrzymałości. Jak wtedy, gdy do Betanii „spóźnił się” o …. cztery dni (por. J 11 Wskrzeszenia Łazarza).

I co wtedy? Im bardziej się szarpiemy, tym szybciej tracimy siły i woda zaczyna zalewać nam usta… Dlaczego Bóg do tego dopuszcza? To pytanie jest ważne. Nie chodzi tu jednak o stawianie Boga w roli podsądnego, który się musi tłumaczyć. Byłoby to stawianiem siebie na równi z Bogiem. Jednak, żeby nie utonąć, trzeba się pytać: dlaczego? w znaczeniu: jakie to ma znaczenie w moim życiu? Jaką postawę mam przyjąć, żeby ocaleć i by to doświadczenie stało się cenne. Skoro Bóg to dopuszcza to coś w tym musi być!

Nie łatwo nam myśleć w ten sposób. Wiem. I nieraz wiele trzeba się naszarpać i napić wody, aż się okaże, że….możemy płynąć. Że ta woda zamiast nas utopić, niesie nas. Bo Bóg nie dopuszcza czegoś co nie miałoby żadnego sensu. Wierzysz w to?

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości,
nie zatopią jej rzeki.
Pnp 8, 7



14 września 2010

Bóg jest dobry...

Witamy po wakacyjnej przerwie. Dziś w Święto Podwyższenia Krzyża, z dala od politycznych sporów wpartujemy się w Krzyż Jezusa, który jest dla nas znakiem nieskończonej dobroci Boga, bo "Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (J 3,16).

Kiedyś przybiegł do Jezusa pewien człowiek i zawołał: „Nauczycielu dobry!”. Jezus odpowiedział: „Czemu nazywasz Mnie dobrym?” (Łk 18, 18-19). Spróbujmy usłyszeć to pytanie, bo ono jest kierowane także do nas. „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Czy jesteś o tym przekonany?” Jest to pytanie o obraz Boga, który noszę w sercu. Jaki jest mój Bóg?
Jakże często trudne doświadczenia życia, krzywdy, cierpienia podważają w nas to przekonanie, że Bóg jest dobry. Rodzi się w nas podejrzenie, że Bóg jest albo zbyt słaby, albo obojętny lub wprost zły, skoro nie uchronił nas od bólu.
Jezus wie jakim jest naprawdę Ojciec. Objawił nam Go. Spróbujmy popatrzeć na Boga oczami Jezusa. Jezus odpowiada temu człowiekowi: „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Łk 18,19) lub według Ewangelii Mateusza: „Jeden tylko jest Dobry” (Mt 19,17). Tak jakby Dobry było imieniem własnym Boga. To nie tyle my możemy przyłożyć jakąś miarkę dobroci do Boga i sprawdzić, czy mieści się On w skali, ale to Bóg jest wszelką miarą dobroci. Jest samą dobrocią i jej jedynym źródłem.
W innym fragmencie Ewangelii Jezus mówi: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą” (Mt 7, 11). Jezus wie, że człowiek może być dobry, ale niestety może również stać się zły. Natomiast Bóg jest tylko dobry. Jest to Jego natura. Dlatego nawet wobec złych i grzesznych jest dobry. Bo „nie umie” inaczej.
„On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 45). „On jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6, 35). Taki jest Bóg Jezusa.
A przecież ten Bóg nie uchronił Jezusa od cierpienia i śmierci. Na czym więc ta dobroć polega? Dlaczego Jezus nie waha się nazywać Ojca dobrym, pomimo całego ogromu cierpienia i zła jakie Go dotknęły podczas ziemskiego życia?
Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja mogę jedynie dzielić się intuicją wiary, która rodzi się w moim sercu. Oto kilka myśli, które noszę w sercu:
- Bóg jest dobry, to znaczy nie jest nigdy autorem cierpień.
- Bóg wiele „ryzykuje” dopuszczając cierpienia. Wie, że mogę Go odrzucić.
- Dobroć to nie nadopiekuńczość. Bóg nie usuwa mi każdego kamienia spod nogi. Muszę zmagać się w życiu, ale On jest przy mnie. Cierpi ze mną
- Jeśli dopuszcza cierpienie, to widać może z tego wyprowadzić dobro.
- Czasem coś jest dobre, ale nieprzyjemne lub wprost bolesne. Bóg chce mojego dobra. Ufam Mu.

17 maja 2010

Świadectwo Romka

Kochani, tym razem świadectwo Romka.
Już niedługo Pięćdziesiątnica, jako przygotowanie zachęcamy by sięgnąć do naszych materiałów z poprzednich lat nt. Ducha Świętego, może znajdziecie tam ciekawe inspiracje. Link poniżej.
http://slowowsieci.blogspot.com/2007/11/przed-zesaniem-ducha-witego.html
Pozdrawiamy serdecznie
Ekipa SWS

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej

W ostatnim czasie doświadczałem coraz poważniejszych trudności w modlitwie. Jako zakonnik czułem ogromną presję, że muszę się dużo modlić, bo bez tego osłabnę i nie podołam powołaniu, poza tym uważałem, że nie wypada mi, bym modlił się mniej od świeckich. Miotałem się między szczerym pragnieniem bycia blisko Boga, a wymaganiami jakie sobie stawiałem w mojej modlitwie i w relacji z Nim.

Podejmowałem się różnych sposobów medytacji Pisma Świętego. Starałem się o szczególne miejsce modlitwy, o pozycję, by była Ikona, świeca… wszystko to miało ogromne znaczenie, miało mnie mobilizować do modlitwy, pokładałem w tym nadzieję, że może w końcu będę się chciał modlić. Bezskutecznie. Czułem, że choć wiem dużo o modlitwie i od co najmniej dziesięciu lat jestem co roku na rekolekcjach ignacjańskich, cofam się zamiast postępować w relacji z Bogiem.

Kiedy stawałem do modlitwy czułem, że ciągle coś jest nie tak. Wiedziałem, że Bóg mnie kocha, nie jedne rekolekcje o tym głosiłem i nie jedną konferencję powiedziałem na ten temat, jednak sam czułem się od tej miłości odłączony. Czułem, że ciągle coś Mu się we mnie nie podoba, że jestem od Niego czymś oddzielony.

Nadszedł jednak dzień kiedy Pan Bóg, przez moich przyjaciół pokazał mi źródło moich problemów. Dwa miesiące temu w czasie jednej modlitwy uwielbienia zobaczyłem, że w mojej przeszłości uwierzyłem kłamstwu, na temat tego jaki jest Bóg. Uwierzyłem, że On odrzuca mnie, bo jestem grzeszny, bo nie jestem doskonały, nie jestem taki, jakim On chciałby, abym był.

W naturalny sposób zacząłem szukać jakiejś drogi ku Niemu i znalazłem ją w świętych, w Maryi, w ascezie i różnych formach pobożności. Jednak coś, co zrodziło się z kłamstwa o sercu Boga, nie mogło przynieść dobrych owoców w moim życiu. Swoje życie duchowe zacząłem budować w oparciu nie o relację z Bogiem, ale w oparciu o „środki”, które tej relacji miały pomóc, chciałem Go tym przekonać, że jednak jestem coś wart. To kłamstwo zniewoliło moje serce, a w efekcie ciągle czułem się odłączony od Bożej miłości.

Uległem czemuś, co św. Paweł nazywa działaniem złego pod przebraniem anioła światłości (2Kor11,14). Chciałbym być dobrze zrozumiany. Źródłem problemu nie byli święci, Maryja czy różne formy pobożności, ale kłamstwo, że aby Bóg mnie kochał muszę robić masę różnych rzeczy, zwracać się do Niego przez pośredników, bo nie jestem godzien mówić do Niego bezpośrednio. A przecież dzięki Chrystusowi „mamy otwartą drogę i dostęp do Ojca” Ef3,12, w dosłownym tłumaczeniu: „szczere i odważne mówienie wszystkiego”. Zrozumiałem, że Bóg kocha mnie w mojej słabości, że dla Niego grzech i niedoskonałość nie są powodami, by przestać mnie kochać. On kocha mnie za darmo i nic nie może mnie od tej miłości odłączyć.

Wyrzekłem się tego kłamstwa z przeszłości i na nowo powierzyłem się Jezusowi. Dwa dni potem w czasie modlitwy za jedną osobę, poczułem, że Bóg słucha mojej modlitwy, słucha każdego słowa. Co jest szczególnie ważne, że nie tylko słyszy, ale słucha mojej modlitwy. Poczułem się blisko Niego, jak jeszcze nigdy, poczułem że to oddzielenie, którego przez tyle lat doświadczałem znikło. Nie boję się być przed Nim szczery. Modlitwa stała się prosta, coś, co do tej pory przychodziło z ogromnym trudem, teraz jest źródłem radości. Nie dzięki moim wysiłkom, ale dzięki wierze, że Bóg mnie kocha, słucha tego, co do Niego mówię. Wierzę, że Duch Boży we mnie mieszka i On modli się, nawet kiedy wydaje mi się, że nie umiem. Nie muszę szukać nie wiem jak specjalnych warunków do modlitwy, wystarczy, że tam gdzie jestem zwracam się do Niego w ciszy serca. Ciągle pojawiają się różne trudności, jednak teraz wiem, że całe Niebo jest po mojej stronie i wstawia się za mną, a co najważniejsze Bóg jest blisko mnie i dzięki Duchowi Świętemu żyje we mnie i z Nim mogę pokonać te trudności…

„Kto wystąpi przeciw wybranym przez Boga? Przecież sam Bóg usprawiedliwia! Kto wystąpi z wyrokiem potępienia? Przecież wstawia się za nami Chrystus Jezus, który umarł, co więcej, który zmartwychwstał, i zasiada po prawej stronie Boga! Kto nas oddzieli od miłości Chrystusa? Nieszczęście czy ucisk, prześladowanie czy głód, nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale w tym wszystkim odnosimy wielkie zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. Jestem pewny, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani władze, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas oddzielić od miłości Boga, objawionej w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” Rz8,33-39