Jakże cudowna jest głębia Twoich słów! Patrzymy na ich powierzchnię, która się do nas, jak do dzieci uśmiecha. Lecz pod nią, Boże mój, jakże cudowna głębia! Lęk ogarnia gdy wejrzy się w nią, cześć pełna lęku, miłość pełna drżenia... Św. Augustyn
Zanim zaczniesz czytać
06 maja 2014
reaktywacja....
sbogna.blogspot.com
s. Bogna
20 lipca 2012
04 maja 2012
Chrystus zmartwychwstał... i co z tego?
19 kwietnia 2012
Nie możemy nie głosić...
„Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział” (J 20, 18)
„W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba”. (Łk 24, 35)
„Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami.” (Dz 2, 32)
Spotkanie ze zmartwychwstałym Panem i doświadczenie, że On żyje jest siłą, która sprawia, że nie można milczeć na ten temat. Maria Magdalena, uczniowie z Emaus, św. Piotr po spotkaniu z Jezusem dzielą się tą radosną i niesamowitą nowiną. Poruszeni do głębi nie mogą o tym nie świadczyć. Nie ma ważniejszej prawdy w chrześcijaństwie do przekazania jak ta, że Jezus Chrystus zmartwychwstał i żyje!
Okres wielkanocny to uprzywilejowany, szczególny czas, kiedy nie tylko w murach kościoła ma być ogłaszane zmartwychwstanie. Nie wystarczy, by odbyła się procesja rezurekcyjna. Trzeba się podzielić tą wiadomością z innymi: z najbliższymi, z tymi, którzy przeżywają trudne momenty życia, z tymi, którzy stracili nadzieję, z tymi którzy nie wierzą…
Czy fakt Jezusowego zmartwychwstania jest tematem naszych rozmów przyjacielskich, podczas posiłków rodzinnych itp.? ”Bo my nie możemy nie głosić tego, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4,20).
Jezu zmartwychwstały, daj mi doświadczyć Twojej żywej obecności. Niech rozproszą się w moim sercu i umyśle wszystkie mroki niewiary w Twoje zmartwychwstanie. Uczyń mnie radosnym świadkiem Twojego zwycięstwa wobec moich sióstr i braci. Amen
07 kwietnia 2012
Życzenia

Ustąpcie od nas smutki i trosk fale,
gdy Pan Zbawiciel triumfuje w chwale:
Ojcu swojemu już uczynił zadość,
nam niesie radość. Alleluja!
Niech te święta będą dla nas wszystkich przełomem,
w tym co jest naszą walką o nową jakość życia, jaką daje Jezusa.
On uwalnia nas od wszystkich grzechu i jego skutków.
Niech będą pełne szczerej radości i śmiechu.
Nasz Zbawiciel chce dać nam radość.
Chrystus Zmartwychwstał!
ALLELUJA!
Ekipa SWS
S. Bogna ZDCh, Mariola, Ks. Piotr i Romek SJ
04 kwietnia 2012
Żal
„I w tej chwili kogut zapiał. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.” (Mt 26,74-75)
Gdy Jezus został schwytany, wszyscy jego uczniowie uciekli. Można powiedzieć, że wszyscy zawiedli. Judasz wydał Go, Piotr się Go zaparł, reszta uciekła i tylko Jan był pod krzyżem. My, uczniowie Jezusa dziś także mamy chwile swoich większych i mniejszych zdrad Mistrza. I wydaje się, że nie jest to najgorsze, co może nam się przydarzyć. Jezus przed męką zapowiada Piotrowi, że go wyda. Jakby godzi się z tym, że „gdzie On idzie, Piotr teraz iść nie może, ale kiedyś pójdzie” (J 13,36). Najważniejsze jest to, co robi uczeń Jezusa po upadku. Nasza reakcja na własny grzech jest miarą naszej wiary w Jezusa.
Piotr „wspomniał na słowo Jezusa” i „gorzko zapłakał”. Ma w pamięci Twarz Jezusa, który wiedział już wcześniej o jego zdradzie i … dalej go kochał, nie odmawiał swojej przyjaźni, siedział z nim przy jednym stole, dzielił Chleb. Piotr płacze, bo zranił Jezusa, ale równocześnie doświadcza tego, że jest przez tego zranionego Jezusa nadal kochany! Oto istota skruchy i żalu za grzechy chrześcijanina.
Dlaczego o tym piszę? Bo istnieje też inny żal. Żal niechrześcijański, a nawet diabelski, który próbuje niszczyć człowieka pod pozorem żalu za grzechy. To żal, który zrodził się w duszy Judasza. Judasz także uświadomił sobie, że zrobił źle. Mówi: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną.” (Mt 27,4). Ale nie pamięta Twarzy Jezusa, który z miłością zwracał się do niego w Wieczerniku. Rozpacz przysłoniła mu wspomnienia dobroci Jezusa i zabrała nadzieję na przebaczenie. Judasz widzi tylko jedno wyjście: ukarać samego siebie. Zły żal to niezadowolenie z siebie, owoc zawiedzonych ambicji, że nie jest się takim, jakim by się chciało.
Czasem zdradzamy Jezusa. To prawda. Ale najważniejsze jest to, czy po grzechu pamiętamy o tym, ż On nas nadal kocha. Wtedy możemy uznać swój grzech. I możemy zapłakać bezradnie, bo jest Ktoś, kto może nam pomóc, kto przebacza, podnosi, uzdrawia. To przecież po to Jezus umarł na krzyżu. „Nie przyszedł szukać sprawiedliwych, ale grzeszników, bo nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci którzy źle się mają” (por. Mk 2,17).
21 marca 2012
Tak bowiem Bóg umiłował świat...
„Tak bowiem Bóg umiłował świat,
że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy, kto w Niego wierzy,
nie zginął, ale miał życie wieczne”
(J 3, 16)
W połowie naszych wielkopostnych zmagań Słowo Boże chce nam powiedzie to, co najważniejsze: my, grzesznicy, jesteśmy tak bardzo kochani przez Boga, że nie zawahał się dla nas poświęci Swojego Syna.
Czyż nie jest to wiadomość dnia?! Najlepszy news?!
Gdy myślimy o naszej grzeszności i nieprawości, gdy sumienie wyrzuca nam latami dawne winy, słyszymy, że „Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”(J 3, 17).
W sakramencie pojednania te słowa stają się rzeczywistością dla każdego z nas. Tam mogę zawsze korzysta z daru zbawienia. Tam, nas umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przez moc Jego przelanej krwi, Bóg Ojciec może przywrócić do życia.
Do nas jednak należy decyzja przyjęcia daru przebaczenia. Spowiadanie się często nie jest łatwe, nie jest przyjemnością, ale przynosi pokój i radość. Bóg może wprowadzić ład w nasze poszarpane życie, zaleczyć rany naszego serca, uspokoić wyrzuty sumienia.
Uwierzmy więc na nowo słowom Boga i korzystajmy szczególnie w tym świętym czasie z łaski przebaczenia.
Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?
On, który nawet własnego Syna nie oszczędził,
ale Go za nas wszystkich wydał,
jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?
Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym,
których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia?
Któż może wydać wyrok potępienia?
Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć,
co więcej - zmartwychwstał,
siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?”
(Rz 8, 31- 34)
22 lutego 2012
Grzech mój wyznałem Tobie...
Czy wyznawanie grzechów na spowiedzi jest złem koniecznym, czymś na kształt ceny, którą trzeba zapłacić, by zyskać odpuszczenie? W odczuciu wielu osób – tak. I nie dziwię się takiemu podejściu. Powiedzenie drugiej osobie tego, czego się wstydzimy i uważamy za zło, nie sprawia przyjemności. Czy nie można by inaczej? Przecież Bóg zna moje grzechy, więc po co przechodzić przez tę udrękę (tak, dla wielu jest to wprost udręka) mówienia księdzu swoich grzechów?
Na taką postawę wobec spowiedzi wpływa kilka rzeczy, które zaciemniają rozumienie sensu wyznawania win. Po pierwsze, ważne jest to, jakie mamy doświadczenie przyznawania się do błędów i win. Czy masz wspomnienia, że przyszedłeś jako dziecko do Mamy czy Taty i mogłeś powiedzieć, że coś się stłukło czy zepsuło i to wyznanie było ulgą, powierzeniem ciężaru komuś, kto pomoże, pocieszy? No właśnie. O takie wyznanie chodzi w spowiedzi. Coś mi ciąży, nie radzę sobie z tym, boli, zawstydza. I właśnie dlatego mówię o tym. To wyznanie jest ulgą. Już nie jestem sam z moim ciężarem. Jest ktoś, Kto mnie wesprze. Ale, jeśli dominuje w mnie lęk przed osądem, nie poczuję ulgi, wprost przeciwnie – zdrętwieje przy konfesjonale i wyznanie stanie się udręką.
Druga sprawa to fakt, że może się zdarzyć, że Kapłan w konfesjonale nie przypomina „żywego odblasku” dobrego i miłosiernego Boga. Ale nawet, gdyby siedział w konfesjonale niecierpliwy, obojętny czy nawet osądzający człowiek, to wiedz, że przez niego możesz spotkać Boga, który jest dobry i czeka na ciebie. Dlatego tak ważne jest, żeby przychodzić do spowiedzi z żywą wiarą. Ja, kiedy mam wrażenie, że Ksiądz nie słucha mnie w konfesjonale z uwagą i przyjęciem (no cóż, wszyscy jesteśmy ludźmi, ja też nie zawsze słucham i przyjmuje ludzi z otwartymi ramionami…), to myślę sobie: „nie od twojej łaski zależy przebaczenie i miłosierdzie. Nawet, jeśli tobie brakuje cierpliwości i przebaczenia, to Bóg ma je w obfitości.”. Kapłan jest narzędziem. Wyobraź sobie, że ktoś potrzebuje leku, od którego zależy uratowanie jego życia. Czy będzie wahał się z powodu tego, że musi je przyjąć z brzydkiego naczynia? Nie! A niech tam, byle by uratować życie! Tak samo trzeba podejść do spowiedzi.
Nie chcę w ten sposób usprawiedliwiać niegrzecznych czy niecierpliwych spowiedników. Będą kiedyś musieli zdać sprawę przed Bogiem, czy nie zasłaniali ludziom drogi do Boga. Ale ważne jest, byśmy umieli patrzeć głębiej: w konfesjonale czeka na ciebie dobry Bóg, który widzi twój ból i zagubienie i czeka, kiedy przyjdziesz do Niego i podzielisz się swoim cierpieniem. Bo nie ma gorszego bólu niż grzech. A On może i chce pomóc.
10 lutego 2012
"A celnik stał z daleka..."
Spowiedź? Ciężka sprawa. Trzeba iść do obcego lub znajomego (nie wiadomo co gorsze ) człowieka i mówić mu o tym, czego się wstydzę. Jest coś, co jeszcze potęguje stres związany ze spowiedzią: nie można się jej uczyć, tak jak wielu innych rzeczy – od innych. Gdyby tak posłuchać jak spowiadają się inni, to by się człowiek nauczył, a tak, to nawet nie wie, czy robi to dobrze czy źle. I stres rośnie. Dlatego warto na ten temat pisać.
Temat jest obszerny i wielowątkowy. Na początek: co mówić na spowiedzi?
Są trzy tematy. Jeden konieczny, drugi wskazany, trzeci, zależy od tego, czy łączymy spowiedź z jakąś formą kierownictwa duchowego, czyli czy chcemy, żeby Kapłan nam doradził jak postępować.
Temat 1: Grzechy tzw. ciężkie lub inaczej śmiertelne. Są one podstawowym przedmiotem spowiedzi, bo tylko w konfesjonale mogą zostać przebaczone (chyba, że ktoś przed śmiercią nie ma możliwości się wyspowiadać, to wtedy wystarczy, że żałuje za nie, ale to inna historia). Te grzechy trzeba wyznać wszystkie, konkretnie, bez „owijania w bawełnę” ( co, ile razy, jak). Świadome przemilczenie czy zafałszowanie czegoś jest poważną sprawą. I tu zaczynają się schody.
Czasem jasno wiemy, co przeskrobaliśmy, ale wielu z nas ma problem z określeniem czy coś jest grzechem ciężkim, czy nie. Pomniejszanie lub, przeciwnie, wyolbrzymianie swoich win, jest skutkiem tego, że nie umiemy obiektywnie popatrzeć na nasze czyny. Emocje grają tu dużą rolę. Wstyd, poczucie winy, chęć usprawiedliwienia lub właśnie pogrążenia siebie i poniżenia… Trzeba tu użyć głowy. To, że czegoś się bardzo wstydzę, niekoniecznie znaczy, że to jest większy grzech niż ten, który mnie mniej zawstydza. Może tak być, ale nie musi. Grzech ciężki to trzy elementy: poważna materia, nasza świadomość i dobrowolność. Tłumacząc „z polskiego na nasze”: Sprawa nie dotyczy błahostek, a my wybraliśmy zło wiedząc, co robimy i z własnej woli. Nie da się popełnić grzechu ciężkiego „przez przypadek”. Tu trzeba być bardzo uczciwym wobec siebie. Poważna materia jest chyba najłatwiejsza do określenia. Zrobiłem to i to, powiedziałem to i to. Jasne. Tajemnica leży jednak głębiej. W moim sercu. Dlaczego to zrobiłem? Jaka była moja intencja? Na ile byłem świadomy, że jest to złe? A także na ile to było wolne działanie? Przymus zmniejsza odpowiedzialność. Jesteśmy odpowiedzialni za to, co robimy świadomie i dobrowolnie.
Tu pojawia się problem odpowiedzialności kogoś kto jest ofiarą nałogu. Dobrowolność jest ograniczona, a przez to odpowiedzialność. Ten ktoś może ponosić odpowiedzialność za to, że się kiedyś do tego stanu doprowadził, ale dziś na poszczególne czyny może mieć ograniczony wpływ. Jednak nie jest to podstawa do założenia rąk i powiedzenia: „tak mam i koniec”. Trzeba szukać drogi wyjścia.
Drugi temat uzupełnia pierwszy. Kościół zachęca nas byśmy wyznawali także grzechy lekkie, bo Sakrament leczy nas duchowo. Wszak nie chodzi o to, by jedynie mało grzeszyć, ale by być świętymi.
Trzeci temat to mówienie o sobie, by zyskać wsparcie i radę w konfesjonale. Im lepiej Kapłan nas rozumie, tym trafniej może nam doradzić.
Na dziś tyle. Czekamy na komentarze i pytania na blogu na temat spowiedzi, byśmy mogli kontynuować temat zgodnie z Waszymi potrzebami.
15 stycznia 2012
Trzech Króli
01 stycznia 2012
Boże Narodzenie
19 grudnia 2011
Ciemności...

„Gdy wszystko ogarnęła głęboka cisza, a noc dosięgła połowy swego biegu, wszechmocne Słowo Twoje, Panie, zstąpiło z królewskiego tronu” Antyfona do pieśni Maryi
Pan przyjdzie, gdy noc dosięgnie połowy swego biegu, a więc w samym środku nocy. Właśnie wtedy, gdy najciemniej. Właśnie przychodzi w ciemności, by je rozświetlić swoim światłem. Te ciemności różne mają imię. O kilku rodzajach ciemności chcemy dziś powiedzieć.
Jest ciemność, która jest związana z tym, że nie widzimy rozwoju Królestwa Bożego w sobie i wokół siebie. Doświadczamy własnego grzechu i słabości. Wydaje nam się, że raczej się cofamy niż postępujemy w świętości. Zaś wokół siebie słyszymy o zgorszeniach, gdy ci, na których liczyliśmy, że będą dla nas zbudowaniem i wzorem łamią się w wierze. To są ciemności, w których się pogrążamy i czasem wydaje się, że już nigdy nie zaświeci jasne światło radości i chwały, że nie będzie nam dane oglądanie triumfu Boga na ziemi. Właśnie, pośród takich ciemności przychodzi do nas Ten, który jest samą Świętością i Jedynym Źródłem Świętości.
Jest ciemność, która dotyczy bezpośrednio naszego życia wewnętrznego, szczególnie modlitwy. Mistrzowie życia duchowego, jak Ignacy z Loyoli czy Jan od Krzyża mówią nam, że strapienie/noc jest normalnym doświadczeniem wierzącego. Oschłości na modlitwie, rozproszenia, pokusy, brak miłości, zwątpienie, czasem niewiara, ból, niechęć do modlitwy, smutek, żal, czasem nawet złość czy irytacja itp. wszyscy tego doświadczamy w różnym stopniu. To wszystko jest normalnym etapem w drodze ku głębszemu poznaniu Boga.
Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma innej drogi do Boga, jak przez własne serce. I tu pojawia się problem. Często nasza wizja życia duchowego, jest pełna wzniosłych uczuć, poruszeń, świateł… jednak kiedy zaczynamy schodzić głębiej doświadczamy tego, co jest w naszym sercu raną, grzechem, co boli i jest mało przyjemne. Bóg chce byśmy tam właśnie zeszli aby to uzdrowić i przemienić – jednak powrót i konfrontacja z cieniem naszego życia – nie jest miła. Jest trudna i bolesna. Jednak nie będziemy w stanie radować się pełnią Bożego pokoju i obecności mając chore serca. Poranione grzechem cudzym i własnym serce nie działa właściwie, potrzebuje być naprawione – a naprawa ta dokonuje się przez konfrontację i wystawienie, odkrycie tego przed Bożym Duchem, wystawienie tego na światło Bożej Prawdy. Uzdrowienie w nas dokonuje się przez wiarę w to, co Bóg mówi o naszym zranionym sercu, a nie świat albo my sami. Takie oczyszczenie pozwala także pozbyć się iluzji o nas samych i naszej relacji z Bogiem. To doświadczenie jest realne i potrzebne. Nie chodzi tu o cierpiętnictwo (przez które rozumiem przesadne szukanie bólu i umartwień) – ale przyjęcie krzyża, jakim jest cierpienie naszego zranionego wnętrza.
Jest także ciemność pełna lęku i niepewności spowodowanych życiowymi doświadczeniami np. chorobą własną lub najbliższych. Wszystko to, co wiąże się z niepewnością jutra, z kruchością tego, co nas otacza i nas samych.
Właśnie pośród takich ciemności dokonują się największe dzieła Boże. Bóg wciela się, a raczej lepiej powiedzieć „wczłowiecza się” w nasz naznaczony ciemnością los. Jeśli dziś jesteś pośród ciemności, to czekaj na Tego, który jest Światłością, bo
„światłość w ciemności świeci i ciemności jej nie ogarnęły” (J 1,5).
28 listopada 2011
Otwarte ramiona Ojca

19 listopada 2011
Ojciec, za którym tęskni cały świat
A jednak, Panie,
Tyś naszym Ojcem. Iz 64,7
Św. Augustyn powiedział „Stworzyłeś nas, Boże, bowiem jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce nasze, dopóki w tobie nie spocznie”. Augustyn, jak każdy z nas, doświadczał pragnienia bycia kochanym, którego żaden człowiek - nawet najbliższy, żaden rodzic - nawet najlepszy, nie jest w stanie zaspokoić. Prędzej czy później w relacji dochodzi do momentu, kiedy rozczarowujemy się drugim człowiekiem. To zupełnie naturalny i normalny etap dojrzewania miłości. Uczucie zakochania mija – uświadamiamy sobie, że drugi człowiek nie jest w stanie kochać nas tak, jak tego pragniemy. Naturalnym krokiem jest wtedy przyjęcie drugiego takim, jaki jest – z jego słabościami i jego słabą miłością – to moment, kiedy zakochanie ma okazję stać się prawdziwą miłością. Jednak pragnienie miłości doskonałej pozostaje. Dalej pragniemy czegoś więcej.
Tęsknimy do miłości, która nie może się zrealizować w tym świecie. Szukamy w ludziach, ale także w tym wszystkim co stworzone, by zaspokoić tę paląca tęsknotę – bezskutecznie. Tęsknimy za doskonałym Ojcem, szukamy Prawdziwej Miłości. Bóg to Ojciec, za którym tęskni cały świat! Cała ludzkość! Choć jesteśmy skończeni i ograniczeni, naszym ostatecznym przeznaczeniem jest kochać Nieskończonego i Nieograniczonego. Mówi nam o tym nasze pragnienie.
Na dwa podstawowe sposoby poznajemy, że Bóg nas kocha. Pierwszym jest stworzenie, to że istniejemy, oddychamy, że zostaliśmy powołani do życia, czytamy o tym w Księdze Mądrości: „Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!” Mdr 11, 24-16.
Drugim jest Odkupienie. Bóg pokazał jak bardzo nas kocha, pozwalając, by należną nam karę za grzechy, wziął na siebie i poniósł Jego Jedyny Syn. I Ten Syn – Jezus mówi nam o tym, jaki jest Ojciec. „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” 1J 4,9-10.
Ojcze, nie mogę ogarnąć Cię moim umysłem, ale pragnę Cię objąć moją miłością. Niech Twoje Słowo będzie pierwszym i ostatnim w moim życiu. Poddaję Tobie całego siebie. Napełnij mój umysł nowym objawieniem Ciebie, bym mógł przyjąć Twoją miłość i głosić ją wszystkim spragnionym Twojej miłości. Amen

31 października 2011
Mówił do tłumów...
Kiedy patrzę na rzeczywistość wokół mnie; kiedy słucham wypowiedzi różnych ludzi; kiedy widzę, jakie decyzje podejmują lub jakich praw żądają i do czego zmierzają, to ostre słowa Jezusa wydaja mi się bardzo aktualne: „Obłudnicy, dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?”. Jezus mówił do tłumów, a tłumem jak wiadomo łatwo manipulować. Tłum często traci zdolność rozróżniania tego, co słuszne i właściwe. Dlatego nie chcę pisać do tłumów, ale do Ciebie i do siebie.
Nie chcę być jak „dziecko, którym miotają fale i porusza każdy powiew nauki, na skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości” (Ef 4,14). Chcę budować swoje życie na Skale, którą jest Jezus, aby być nienaruszonym przez doświadczenia i życiowe burze.
Dziś Ty i ja, którzy jesteśmy uczniami Chrystusa, musimy wiedzieć w Kim i w czym pokładamy nadzieję. Kto nie tylko zna prawdę ale i jest Prawdą. Trzeba nam naprawdę z uwagą słuchać Mistrza, jak i tych, których On sam wybrał, aby dziś wskazywali nam drogę.
(Czy ostatnio przeczytaliśmy jakiś tekst Benedykta XVI? Np. „Porta fidei” z okazji nadchodzącego roku wiary? Tekst jest dostępny TU: ORĘDZIE)
Jezus mówi, że zostaliśmy uzdolnieni do tego, by rozpoznać to co słuszne. Co więcej, On pragnie, abyśmy innym wskazywali drogę.
27 października 2011
Świadectwo Marioli

konferencja, świadectwo
Nagranie jest zapisem konferencji o uzdrowieniu fizycznym i duchowym człowieka, wygłoszonej w czasie KODA DM w Rybniku Chwałowicach w sierpniu 2011 r.
Nauczanie poparte jest osobistym świadectwem przeżywania choroby nowotworowej przez głoszącą konferencję 43 letnią Mariolę.
Jej doświadczenie jest przykładem dojrzałej postawy chrześcijańskiej, wolnej od bohaterstwa, nie pozbawionej prawdziwości uczuć i reakcji ludzkich wobec próby wiary, jaką jest dla człowieka rak.
Zapis na żywo
30 września 2011
Dom na skale (trzy świnki)
Witamy,
dziś tekst o tym, skąd czerpać siłę, by twardo stać na nogach :-) przyda się wszystkim, którzy już zapomnieli o urlopach, wakacjach i lecie i muszę się zmagać z codziennością, czyli nam wszystkim :-)
ekipa SWS
„Gdy przyszła powódź,
potok wezbrany uderzył w ten dom,
ale nie zdołał go naruszyć,
ponieważ był dobrze zbudowany”
(Łk 6, 48).
Niezwykle poruszają mnie te słowa: „nie zdołał go naruszyć”. Każdy doświadcza przeciwności i cierpień. Są takie wydarzenia, które uderzają jak burza i chcą zniszczyć dom życia. Aż wszystko drży. A Jezus mówi, że ten, kto oparł swoje życie na Nim, nie zostanie „naruszony”, czyli przejdzie przez wszystko zwycięsko. Jak to możliwe?
Warunek jest jasny: „ten, kto słucha słów Moich (Jezusa) i wypełnia je” (Łk 6, 47). Ale co to znaczy słuchać i wypełniać? W pierwszej chwili może się wydawać, że chodzi jedynie o to, by robić to, co każe Jezus. On stawia jakieś wymagania, a ja staram się według nich postępować. Ale tu musi być coś więcej, bo przecież z tego ma się zrodzić poczucie bezpieczeństwa, siła i pokój.
W najgłębszym znaczeniu chodzi o to, by UWIERZYĆ SŁOWU JEZUSA. By Jego słowo stało się rzeczywistością naszego życia, realnie przeżywaną w codzienności. Kiedy Jezus mówi: „Miejcie odwagę, Jam zwyciężył świata” (J 16,33), to znaczy, że nie ma się co bać. Kiedy mówi: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” (J 15,9), to znaczy, że jest Ktoś kto mnie kocha bezgranicznie i jest ok.! Właśnie w tym znaczeniu Słowo Jezusa wysłuchane i przyjęte staje się skałą, na której można sobie spokojnie budować dom, bo NIC I NIKT tego nie zniszczy.

25 września 2011
Dobra Nowina
03 czerwca 2011
Modlitwa św. Augustyna do Ducha Świętego
Bądź mym oddechem Duchu Święty, abym rozważał to, co święte
Bądź moją siłą Duchu Święty, abym czynił to, co święte
Bądź mym pragnieniem Duchu Święty, abym ukochał to, co święte
Bądź moją mocą Duchu Święty, abym strzegł tego, co święte
Strzeż mnie od złego Duchu Święty, bym nie zatracił tego, co święte
„Jak Mnie umiłował Ojciec, i Ja was umiłowałem.
Trwajcie w miłości mojej”
J 15, 9
Nie jesteśmy w stanie pojąć ludzkim rozumem pełnej miłości relacji miedzy Ojcem a Synem, co więcej faktu, że tą samą miłością jest przez Jezusa kochany każdy człowiek.
Ty , który czytasz ten tekst jesteś miłowany przez Boga!
Jezus pragnie, byś nie tylko o tym wiedział, ale żebyś trwał w Jego miłości.
Co to znaczy? On sam to wyjaśnia: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.” J 15, 10
Jezus umiłowany przez Ojca wypełnia Jego wolę. Tak samo ten, kto doświadcza Bożej miłości, będzie wypełniał nakazy Jezusa. I będzie mógł powiedzieć: „Radością jest dla mnie wypełniać Twoja wolę, mój Boże” (Ps 40, 9).
W jaki sposób możesz doświadczać miłości Boga i żyć Jego przykazaniami?
Jest to możliwe, gdyż Jezus obiecał: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze- Ducha Prawdy…” (J 14, 16).
Dzięki Duchowi Świętemu możesz doświadczać Bożej miłości, bo „miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego”(Rz 5,5) i możesz żyć według nauki Jezusa, bo Paraklet, Duch Święty, wszystkiego nas nauczy i przypomni nam wszystko co Jezus nam powiedział ( por. J 14, 26).
Prosząc o dary Ducha, możesz zostać uzdolniony do trwania w miłości Jezusa. To proste. Potrzeba tylko wiary.
Jezus pragnie udzielać nam nieustanie swego Ducha, abyśmy mogli żyć w jedności z Nim i Ojcem. By nasze chrześcijaństwo nie było mozolnym wypełnianiem praw i przepisów, ale radosnym pełnieniem woli Tego, kto nas umiłował i powołał do pełni życia. W tych dniach oczekiwania na Zesłanie Ducha Świętego wołajmy z mocą , aby łaska Bożego Ducha przenikała całe nasze życie.